Coraz częściej potrzebujemy i przekonujemy się do urlopu typu slow, dlatego często już nie w lipcu, nie w sierpniu, tylko np. właśnie we wrześniu. Szczególnie Ci, którzy na co dzień zapracowani, zagonieni powinni mieć wakacje spokojne, być może na odludziu, w odosobnieniu, z pozoru nudne i monotonne. Być może w jakimś fajnym, górskim terenie, pozbawionym nadmiaru komfortu, czyli namiot czy schronisko. Warto zrezygnować z pokusy bicia rekordów zwiedzania i przejechania kolejnych kilometrów. Zdecydować się na pobyt w granicach jakiegoś określonego terytorium i zwiedzać je, nie spiesząc się, powoli….

Dlaczego z mapą?

No właśnie, dlaczego z mapą?! Na tego typu wakacjach, gdy wreszcie uda nam się odłożyć na bok wszystkie nasze elektroniczne gadżety, z którymi wielu z nas obcuje non stop, a więc laptopy, tablety, no i na końcu – pewnie po dłuuuuugim namyśle – także telefony, przestymulowani informacjami, obrazami, reklamami, możemy wziąć do ręki mapę, rozłożyć ją sobie i pogapić się w nią – badając wnikliwie – na razie – tylko na mapie – nasz teren. A potem rozpoczynamy naszą wędrówkę, eksplorując to co wokół nas, właśnie z mapą, która pozwala nam docierać wszędzie tam, gdzie warto coś zobaczyć i na własne oczy przekonać się, czy coś opisane na przyklad jako „Bór Harklowski” faktycznie jest gęstym, starym lasem, gdzie większość drzew to drzewa iglaste i znajduje się już niedaleko Tatr, za Nowym Targiem.

Mapa – naszym najlepszym partnerem!

Kiedy więc uda nam się wreszcie odłożyć na bok to wszystko, co nas przestymulowuje i powędrować niespiesznie z naszą mapą w ręku. Docieramy tam, gdzie nasza mapa informuje nas, że warto, podziwiając fantastyczne widoki rozciągające się przed nami, rozkoszujemy się absolutną ciszą, rozkoszujemy się niezakłócanym przez żadną elektronikę kontaktem z przyrodą, odcięci  od spraw zawodowych czy prywatnych, wędrujemy sobie – my i nasza mapa – nieceniony, wspaniały partner!